Przejdź do treści głównej
aiAdaptiv
Wszystkie case studies

Build referencyjny — nasz własny układ, jeden użytkownik

Poprawka z jadącego pociągu

Praca zwykle czeka na laptopa. Problem widzisz na telefonie i nic się nie dzieje, dopóki nie wrócisz do biurka. Więc zdjęliśmy agenta z laptopa w całości: mieszka na małym serwerze, jest przytomny cały czas, a piszesz do niego jak do kolegi z zespołu.

  • Klient

    Brak — nasz własny układ

  • Obszar

    Jak pracujemy na co dzień

  • Działa na

    Claude Code na VPS-ie w Hetznerze

  • Dostęp przez

    Komunikator, z dowolnego telefonu

Prośba wystukana na telefonie w pociągu. Praca wykonana na serwerze. Żaden laptop nie został otwarty.

  • 1osoba, której bot odpowielista dopuszczonych z jednym wpisem; nieznany nadawca nie dostaje nic
  • 0otwartych laptopów, gdy poprawka wychodziłapraca poszła na serwerze, nie na maszynie w torbie
  • 24/7sesja jest przytomnanie zamyka się, gdy zamykasz klapę albo wsiadasz do pociągu

Problem: praca czeka na laptopa

Coś zauważasz na telefonie — zepsutą stronę, wiadomość od klienta, poprawkę, którą już masz w głowie. I nic się nie dzieje, bo rzecz, która może to zrobić, to laptop w torbie, w domu albo trzy godziny stąd.

Zanim siądziesz, ta zwłoka kosztuje zwykle więcej, niż poprawka była warta: kontekst wyblakł, dzień poszedł dalej, a mała robota zamieniła się w pozycję na liście.

Co zbudowaliśmy

Claude Code chodzi na małym serwerze, nie na laptopie. Repozytoria są tam już wyklonowane, więc prośba trafia od razu tam, gdzie da się ją wykonać. Interfejsem jest komunikator: wysyłasz zdanie, on pracuje, odpowiada.

Nie ma w tym nic egzotycznego i o to właśnie chodzi. Żadnej nowej aplikacji do zainstalowania, żadnego dashboardu, żadnego klienta VPN do odpalania na telefonie. Wystarczy to, co i tak nosisz, a serwerowi jest wszystko jedno, czy Twój laptop jest włączony.

Bezpieczeństwo to lista jednej osoby

Agent z dostępem do powłoki, osiągalny z internetu, jest ryzykiem, dopóki nie postawisz sprawy jasno: kto może do niego mówić. Odpowiedź jest tu najprostsza z możliwych — wymagane jest sparowanie, lista dopuszczonych ma dokładnie jeden wpis, żadna grupa nie jest zatwierdzona, nic nie wisi w poczekalni. Ktokolwiek inny znajdzie tego bota, nie dostanie nic.

To celowy sufit, a nie ograniczenie, które po cichu zdejmiemy. Otwarcie tego na zespół to inny system z inną historią bezpieczeństwa i tak trzeba go zbudować, a nie przez dopisywanie nazwisk do listy.

Wyjazd, który to opłacił

Momentem, w którym to się obroniło, była poprawka wysłana z pociągu. Prośba wystukana na telefonie, praca wykonana na serwerze, zmiana poszła dalej. Żaden laptop nie został otwarty, a rzecz, która normalnie czekałaby na biurko, po prostu nie czekała.

Jedno popołudnie to nie jest badanie produktywności i nie będziemy go tak przedstawiać. Ale to jest coś, co albo się dzieje, albo nie — a zanim ten układ powstał, wydarzyć się nie mogło.

Co możemy pokazać

Celowo nie ma tu zrzutu ekranu: rozmowa z tym botem to żywa powłoka nad naszymi repozytoriami, więc opublikowanie jej oznaczałoby opublikowanie kodu klientów. Weryfikowalna jest polityka dostępu — wymagane sparowanie, jeden wpis na liście dopuszczonych, brak grup, pusta poczekalnia — i chętnie pokażemy ją na rozmowie.

Czego ten case nie twierdzi

Korzysta z tego jedna osoba i tą osobą jesteśmy my. Nie stoi za tym zespół ani klient, nie ma zobowiązania co do dostępności ani pomiaru zaoszczędzonego czasu — pociąg to jedno popołudnie opowiedziane uczciwie, nie statystyka. Politykę dostępu wyżej odczytaliśmy z działającej konfiguracji; reszta to nasza własna relacja z naszego własnego układu.

Chcesz, żeby Wasz zespół tak pracował?

Zdjęcie agenta z laptopa to łatwiejsza połowa. Trudniejsza to decyzja, kto może do niego mówić, czego może dotknąć i czego nie wolno mu nigdy — i na tej połowie spędzilibyśmy tę rozmowę.